tak, to było to, czego potrzebowałam.
był szampan o północy, notoryczni debiutanci i kanapka w śniegu.
był też ciężki poranek po ciężkiej nocy i kanapki ze smalcem. oraz spaghetti na śniadanie.
murakami czytany wieczorem przy zapalonej lampce i papierosach też był, ale to już nie ten dzień.
i żółta karteczka pisana w przypływie chwili.
'żeby ten rok nie był gorszy...'
żeby był spokój w głowie. przynajmniej przez jakiś czas.
ale teraz jestem już w domu.
setlista na dziś wieczór już jest, herbata jest, łóżko jest.
i na tym chyba poprzestanę.
jutro powrót do rzeczywistości.
ale dopiero jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz